To był rok internetu, który zmienia świat
Rozmowa z Lidią Makowską, prezeską Stowarzyszenia Kultura Miejska i koordynatorką oddolnej Inicjatywy Wrzeszcz.info.pl. Nasza koleżanka prowadzi we Wrzeszczu prywatny Dom Pracy Twórczej przy Dekerta, gdzie też mieszka, jest kulturolożką, badaczką alternatywnych strategii zmian społecznych.
Stowarzyszenie Kultura Miejska jest inicjatorem i koordynatorem nieformalnej sieci współpracy PARTNERSTWO DLA WRZESZCZA zainicjowanej w lutym 2008 r. . przez organizacje pozarządowe, szkoły, placówki kultury i pomocy społecznej we Wrzeszczu.
Działamy na rzecz przemian i uspołecznienia miasta. Chcemy mieć wpływ na współkształtowanie miasta.
Wciskamy się w przestrzeń, którą jest Wrzeszcz. Naszej dzielnicy nie postrzegamy jako PROBLEMU, zakorkowanych skrzyżowań i biednych wspólnot mieszkaniowych. Dla nas Wrzeszcz to METAFORA ZMIANY, hasło i narzędzie do wyzwalania oddolnego RUCHU obywatelskiego, który ogniskuje ENTUZJAZM I SPOŁECZNIKOWSKIE działania wokół od//budowy więzi społecznych.
Wrzeszcz to symboliczny potencjał, przestrzeń spotkania, rozmowy, krytycznej refleksji, konfrontacji i wspólnego działania.
Działamy globalnie, w sieci poprzez Portal wrzeszcz.info.pl. Wychodzimy z WRZESZCZA i wykraczamy daleko poza granice geograficzne. Przekraczamy też semantyczne granice utartych haseł takich jak „aktywizacja społeczności lokalnej”. Podstawą naszej współpracy jest interdyscyplinarność, usieciowienie, otwartość na zmiany, praca zespołowa, przenikanie różnych obszarów i partnerstwo. Wydaje nam się, że jedynie wyzwalanie i wspieranie oddolnych pomysłów może budować poczucie wspólnotowości.
Mikołaj Chrzan: Czy to był dla pani dobry rok?
Lidia Makowska: - Bardzo dobry. Bo ten rok udowodnił, jak bardzo świat - także ten nasz wrzeszczański, gdański, trójmiejski - się zmienia.
Co się dokładnie zmienia?
- Dzięki rozwojowi blogów, dziennikarstwa obywatelskiego, portali zajmujących się życiem dzielnic, choćby takimi, jak nasz wrzeszczański, otworzyła się przestrzeń do krytyki systemu, w którym żyjemy, do zmiany rzeczywistości, zwiększenia udziału obywateli w debacie publicznej. Wystarczy, że napiszemy coś na naszej stronie, by natychmiast spychany wcześniej problem stał się zauważony przez urzędników. Tekst na naszym portalu przeczyta w ciągu miesiąca 40 tys. wrzeszczan. Będzie on tam dostępny tygodniami. Jego publikacja jest skuteczniejsza niż pikieta pod urzędem, o której o jednym dniu wszyscy by zapomnieli.
Ale czy pani zdaniem jest tak źle, że mieszkańcy myślą tylko: robimy pikietę, czy piszemy krytyczny tekst?
- A panu się tak wszystko podoba? Był pan na koncercie Kylie Minogue?
Nie, nie jestem jej fanem.
- Ja też nie jestem. I dlatego boli mnie, że z publicznych pieniędzy na koncert "podgwiazdy", która nie ma nic wspólnego z tradycją "Solidarności", wydano 14 milionów złotych! Przecież to nieprawdopodobne, żeby za takie coś zapłacić tyle pieniędzy. Okrągła rocznica wyborów 4 czerwca 1989 r. powinna być czasem dyskusji o transformacji, o tym, co zyskaliśmy, co byśmy chcieli jeszcze zmienić. Koncert - też, proszę bardzo. Ale niech to będzie ktoś ze współczesnej polskiej kultury, coś, co naprawdę warte jest wspierania. Inna sprawa: wielka inwestycja typu stadion piłkarski. Nie jestem z założenia przeciwko, ale jeśli jako mieszkańcy mamy wydać kilkaset milionów złotych, porozmawiajmy o tym wcześniej. Niech odbędą się konsultacje społeczne z prawdziwego zdarzenia. A nie tylko radosne obwieszczenia: drodzy mieszkańcy, budujemy Baltic Arenę, budujemy halę sportową, budujemy Europejskie Centrum Solidarności.
Zaraz, zaraz. Ale takie decyzje podejmują przecież radni. A radnych wybierają mieszkańcy. Nikt ich nam tu nie przysłał.
- Wie pan, jak niewielu mieszkańców zna radnych ze swojej dzielnicy? Po wyborach wpadają oni w te swoje partyjne machiny i zamiast realnego zajmowania się sprawami miasta, słuchaniem głosów mieszkańców, stają się ślepymi wykonawcami "dyscypliny klubowej".
W 2010 r. wybory samorządowe. Znów będzie to samo?
- Na szczęście ten nasz cały internetowy rozwój też to zmieni. Coraz więcej radnych czuje, że bez obecności w internetowej przestrzeni, choćby na takim portalu jak nasz, wyborcy się od nich odwrócą. My otworzymy nasz portal na taką debatę przedwyborczą, ale potem będziemy uważnie rozliczać każdego, z tego, co obiecał i co zrobił. Tu nikt nie kupi tłumaczenia: nie dałem rady, bo klub się nie zgodził. Chcemy także pomóc radnym - walczymy o to, by od 2010 r. w Gdańsku i Sopocie wprowadzono inicjatywę uchwałodawczą i projekty uchwał mogli składać nie tylko radni, ale i grupy mieszkańców.
Źródło: Gazeta Wyborcza Trójmiasto
O propozycji Inicjatywy Uchwałodawczej mieszkańców Wrzeszcza i Sopotu, a także o reakcji radnych czytaj TUTAJ